Warning: file_get_contents(http://hydra17.nazwa.pl/linker/paczki/w-talerz.ostrowwlkp.pl.txt): failed to open stream: HTTP request failed! HTTP/1.1 404 Not Found in /home/server455784/ftp/paka.php on line 5
część Kahlila Gibrana, pisarza i malarza, którego twórczość

- Pan Gardner? Mówi William Standish.

część Kahlila Gibrana, pisarza i malarza, którego twórczość

ją w drugiej łazience, służącej teraz za suszarnię, ostatnie
dotyczy to również Shey.
- Może coś za coś? - kusił.
— Oczywiście, postaram się zapamiętać — powiedziała
kawę na ławę, nie bawi się w podchody.
- Proszę.
- Myślałam, że rozmawiasz z mamą? - zdziwiła się.
- Właśnie. Ale, jak obaj doskonale wiemy, ona jest wyjątkowo zachłanna. Zasugerowała mi nawet, że wolą babki było, bym ożenił się z nią. Pozbawiła Gina pieniędzy i zszargała jego nazwisko, a teraz wydaje się jej, że to samo będzie mogła zrobić ze mną.
- Caterina obserwuje nas z ogrodu - powiedział spokojnie.
- Na pewno jest bardzo wdzięczny za pomoc.
usiadła w fotelu przy oknie. Matthew to spacerował także, to
76
wiruje, a serce jej zamarło.
czytania dla ogromnej rzeszy analfabetów. Pomyśl tylko,

Nic z tego, przecież zaraz wyjeżdża. Wraca do siebie.

- Tak - odpowiedział Pijak po bardzo długiej chwili milczenia.
Wiem, nie powinnam była zakochiwać się w Tobie. To głupie.
- Nie - odparła Róża uśmiechniętym szeptem. - Chcę ci powiedzieć coś ważnego...
- Oczywiście.
- Spałaś - powtórzył, a w jego oczach zamigotało roz¬bawienie. - Wiem coś o tym. Oparłaś głowę na moim ra¬mieniu, więc nie mogłem się ruszyć. Do tej pory mam zesztywniały kark, a do tego plamę na koszuli, bo pieluszka Henry'ego przesiąkła... Jest więc dowód.
- Rozumiem, że postępowanie panny Tamsin spotyka się z twoją pełną aprobatą. Czy reszta służby podziela twoje zdanie? - spytał oficjalnie.
- Miałeś rację, dorośli są dziwni. Dzieci nie szukają szczęścia... I nie udają, że są kimś innym niż są rzeczywiście...
- A czy nie mogłaby mi pani po prostu podesłać tu na górę jakiejś kanapki? - poprosiła.
Markowi nie mieściło się to wszystko w głowie.
Obarczyła go opieką nad dzieckiem i wcale się tym nie przejmowała! Szła robić to, co lubiła, jakby w ogóle nie pamiętała już o Marku. A on stał w oknie i patrzył za nią... Gdy znikła między drzewami, poczuł dotkliwą pustkę.
Ten uśmiech zadziałał jak promień słońca przedzierają¬cy się przez czarne chmury. Wszystko wydało się nagle mniej ponure, pojawiła się nadzieja na lepsze chwile w jej życiu.
- Zgoda.
- Nie wystarcza ci, że jestem różą i TWOIM Uśmiechem Zachodzącego Słońca?... Chciałbyś, żebym czasem była
- Ale...
ROZDZIAŁ DRUGI

©2019 w-talerz.ostrowwlkp.pl - Split Template by One Page Love